Śpiewał
był swego czasu Wojciech Młynarski, że podchodzą mu wolne numery. Ja,
pozwalając sobie na parafrazę tych słów i przenosząc je na grunt literatury,
muszę powiedzieć, że "podchodzą mnie" numery... uleżałe. Darujcie, musi tutaj paść to
słowo. Koślawe, jakieś takie, ni pies ni wydra, ale jednak jedyne pasujące. A
rzecz upraszczając, powiem tylko, że mam jakiś dystans do książek będących, znów
językowy troll, "na czasie". Co mam na myśli, pisząc książki "na
czasie"? Broń Boże nie chodzi mi tylko o premiery wydawnicze, ale o to, co
jest aktualnie modne, co "się teraz czyta", co "jest na
topie". Mogą to być zarówno rzeczy nowowydane jak i starocie, które z tych
czy innych powodów (o tych powodach za chwilę) wróciły nagle do łask.
I gwoli wyjaśnienia: ja nie mówię,
że te książki są złe! Wręcz przeciwnie, czasem "na topie" jest Myśliwski,
Gombrowicz, Vargas Llosa czy inna Szymborska. Ale gdy masy zaczytują się akurat
w pisarzu Iks, to ja wybieram Igreka. Do Iksa oczywiście wracam, gdy gawiedź
rzuci sie na Igreka czy innego Zeta. Dlaczego tak robię? Nie wiem, ale takie stadne
czytelnictwo jakoś mnie mierzi, nawet
jeśli jego aktualnym bożkiem jest rzecz wybitna w sensie ścisłym [Pilch mnie nie opuszcza].
Dlatego też nie rzucam się na
nowości i premiery, nawet jeśli są ze wszech miar interesujące. Nowego Myśliwskiego,
owszem kupiłem, ale zanim się doń zabiorę, to dużo czasu upłynie. Gombrowiczowego Kronosa na
pewno przeczytam, ale niech jeszcze dojrzeje.
Szczególną awersję mam do książek, które
"wracają do łask", bo z lamusa wyciągnęła je....
...filmowa ekranizacja: Pamiętam,
że gdy w czasach zamierzchłych brałem się za Władcę Pierścieni, o Tolkienie
nikt, poza fanami fantasy, nie słyszał. A teraz? Panie, same specyjalysty. Albo
Pachnidło. Przed filmem Tykwera Susskind praktycznie nie istniał. Przy okazji
dodam, że za frazę: "film lepszy niż książka", tudzież odwrotną,
powinno się prać po pysku bez ostrzeżenia.
...śmierć autora: Oj gotuje się we
mnie jak na "listy bestsellerów" trafiają książki - jakby to nie
zabrzmiało - świeżych nieboszczyków. Mrożek umiera - dookoła sami fani groteski,
Kapuściński - reportaż rządzi, Lem - Solaris
staje się biblią. Czasem można pomyśleć, że najlepsze, co współczesny pisarz
może dla siebie zrobić, to po prostu odwalić kitę i na tamtym świecie cieszyć
się splendorami.
...ważna nagroda: największą radochę
miałem, jak w 2011 Nobla dostał Tomas Transtromer. Szlag musiał trafić
wszystkich księgarzy z Empikiem [wiem, już ciężko to nazwać księgarnią] na
czele, bo jak tu w Polsce zbić kasę na a. poecie b. hermetycznym i trudnym
poecie c. dotąd prawie nie wydawanym w Polsce poecie. No, ale gdy Nobla dostaje
Alice Munro czy Vargas Llosa, to Allegro huczy jak kombajn, bo przecież to od
razu trzeba mieć i przeczytać.

Radykalista :) Wiesz, że istnieje film lepszy niż książka?
OdpowiedzUsuńA stanie na prywatnej łączce jest fajne, nikt po nogach nie depcze... tylko pewnie czasem smutno, jak nie ma do kogo gęby otworzyć.
Co do "lepszości" i porównywalności filmów i książek jestem radykalny :-) Film i literatura to dwie różne dziedziny sztuki, operujące różnymi środkami. Ja się nie buntuję przeciwko porównywaniu wizji reżysera i pisarza czy podejścia do tematu. Po prostu uważam, że zamiast powiedzieć "film lepszy niż książka", trzeba powiedzieć "film mi się podobał, książka mniej". Różnica niby mała, a jednak znacząca. A co do mojej "prywatnej łączki, to pełna zgoda" - czasem jest samotnie. I akurat w tej kwestii, swój radykalizm potrafię od czasu do czasu zawiesić na kołku. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.
OdpowiedzUsuń