czwartek, 23 stycznia 2014

O niechęci do książek "na czasie"

            Śpiewał był swego czasu Wojciech Młynarski, że podchodzą mu wolne numery. Ja, pozwalając sobie na parafrazę tych słów i przenosząc je na grunt literatury, muszę powiedzieć, że "podchodzą mnie" numery... uleżałe. Darujcie, musi tutaj paść to słowo. Koślawe, jakieś takie, ni pies ni wydra, ale jednak jedyne pasujące. A rzecz upraszczając, powiem tylko, że mam jakiś dystans do książek będących, znów językowy troll, "na czasie". Co mam na myśli, pisząc książki "na czasie"? Broń Boże nie chodzi mi tylko o premiery wydawnicze, ale o to, co jest aktualnie modne, co "się teraz czyta", co "jest na topie". Mogą to być zarówno rzeczy nowowydane jak i starocie, które z tych czy innych powodów (o tych powodach za chwilę) wróciły nagle do łask.
          I gwoli wyjaśnienia: ja nie mówię, że te książki są złe! Wręcz przeciwnie, czasem "na topie" jest Myśliwski, Gombrowicz, Vargas Llosa czy inna Szymborska. Ale gdy masy zaczytują się akurat w pisarzu Iks, to ja wybieram Igreka. Do Iksa oczywiście wracam, gdy gawiedź rzuci sie na Igreka czy innego Zeta. Dlaczego tak robię? Nie wiem, ale takie stadne czytelnictwo jakoś mnie mierzi,  nawet jeśli jego aktualnym bożkiem jest rzecz wybitna w sensie ścisłym [Pilch mnie nie opuszcza].
          Dlatego też nie rzucam się na nowości i premiery, nawet jeśli są ze wszech miar interesujące. Nowego Myśliwskiego, owszem kupiłem, ale zanim się doń zabiorę, to dużo czasu upłynie. Gombrowiczowego Kronosa na pewno przeczytam, ale niech jeszcze dojrzeje.
          Szczególną awersję mam do książek, które "wracają do łask", bo z lamusa wyciągnęła je....

          ...filmowa ekranizacja: Pamiętam, że gdy w czasach zamierzchłych brałem się za Władcę Pierścieni, o Tolkienie nikt, poza fanami fantasy, nie słyszał. A teraz? Panie, same specyjalysty. Albo Pachnidło. Przed filmem Tykwera Susskind praktycznie nie istniał. Przy okazji dodam, że za frazę: "film lepszy niż książka", tudzież odwrotną, powinno się prać po pysku bez ostrzeżenia.

      ...śmierć autora: Oj gotuje się we mnie jak na "listy bestsellerów" trafiają książki - jakby to nie zabrzmiało - świeżych nieboszczyków. Mrożek umiera - dookoła sami fani groteski, Kapuściński - reportaż rządzi, Lem - Solaris staje się biblią. Czasem można pomyśleć, że najlepsze, co współczesny pisarz może dla siebie zrobić, to po prostu odwalić kitę i na tamtym świecie cieszyć się splendorami.

        ...ważna nagroda: największą radochę miałem, jak w 2011 Nobla dostał Tomas Transtromer. Szlag musiał trafić wszystkich księgarzy z Empikiem [wiem, już ciężko to nazwać księgarnią] na czele, bo jak tu w Polsce zbić kasę na a. poecie b. hermetycznym i trudnym poecie c. dotąd prawie nie wydawanym w Polsce poecie. No, ale gdy Nobla dostaje Alice Munro czy Vargas Llosa, to Allegro huczy jak kombajn, bo przecież to od razu trzeba mieć i przeczytać.

          A ja muszę poczekać, nastawić się, przygotować na czytanie. I wiem, co powiedzą apologeci nowości: z takim podejściem zawsze, będziesz z tyłu, nigdy nie będziesz na bieżąco. Może i tak. Ale ja nie mam ambicji, czytania ze wszystkimi. Nie muszę, w duchu rzecz jasna, drzeć kotów z Panią Dunin czy Panem Wildsteinem o najnowsze płody rodzimego piśmiennictwa. Niech chcę przez modę, trendy i inne takie dać się zapędzić w czytelniczy owczy pęd. Czytam dla siebie, a nie po to, by wraz ze stadem stać na jednej łące. Na mojej stoję sam, a i tak trawka jest tam bardzo zielona i smaczna. Na inne zdążę jeszcze zawitać. 

2 komentarze:

  1. Radykalista :) Wiesz, że istnieje film lepszy niż książka?

    A stanie na prywatnej łączce jest fajne, nikt po nogach nie depcze... tylko pewnie czasem smutno, jak nie ma do kogo gęby otworzyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do "lepszości" i porównywalności filmów i książek jestem radykalny :-) Film i literatura to dwie różne dziedziny sztuki, operujące różnymi środkami. Ja się nie buntuję przeciwko porównywaniu wizji reżysera i pisarza czy podejścia do tematu. Po prostu uważam, że zamiast powiedzieć "film lepszy niż książka", trzeba powiedzieć "film mi się podobał, książka mniej". Różnica niby mała, a jednak znacząca. A co do mojej "prywatnej łączki, to pełna zgoda" - czasem jest samotnie. I akurat w tej kwestii, swój radykalizm potrafię od czasu do czasu zawiesić na kołku. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

    OdpowiedzUsuń