Trudno jest mi odnaleźć w pamięci polskiego pisarza, którego los, jakkolwiek to słowo pojmować, byłby tak dojmująco bolesny, naznaczony takim dramatem. Patrzę na jego zdjęcia i zawsze czuję jakiś dysonans, wewnętrzny zgryz. Niemal na każdym lekko pochylona w bok głowa, ciepłe delikatne rysy, nienachalny, dobrotliwy uśmiech, spokojne oczy, bujna czupryna. I zaraz potem wszystko, co się za tym kryje. Jakby całe zło świata się na niego sprzysięgło, jakby miał być manekinem na wystawie pod tytułem: Ile jest w stanie znieść człowiek.
Ma 4 lata, gdy jego ojca zsyłają do łagru, 8, gdy na Syberię trafia matka. Mieszka ze starszym bratem u krewnych i już wtedy musi zetknąć się z głodem i szalejącym dookoła terrorem. Ojciec wróci z Syberii, gdy Tadeusz będzie miał 10 lat, matka dwa lata później. Osiedlają się w Warszawie, gdzie żyją nadzwyczaj ubogo.
"Został aresztowany 25 lutego 1943 roku: szukając narzeczonej wpadł w <<kocioł>> zastawiony przez gestapo." Po trzech miesiącach spędzonych na Pawiaku trafia do obozu w Auschwitz [numer 119 198]. Mordercza praca, głód, terror. Chory na ciężkie zapalenie płuc ociera się o śmierć. W tym samym obozie znajduje się jego ukochana Maria, ale na spotkanie muszą czekać bardzo długo. Wywieziony do Niemiec znów staje na krawędzi życia. W momencie wyzwolenia Dachau waży 35 kilogramów. Kolejne miesiące w obozie dla wysiedleńców pogłębiają traumę. Borowskiego ogrania niechęć do świata, mizantropia, wściekłość na "wszechświatową demokrację". Do Polski wraca wiosną 1946 r. Niech za cały komentarz posłużą słowa pisarza poproszonego o kilka zdań na swój temat do nowego wydania wierszy:
"Cóż bym [...] napisał? Czy to, że moi bliscy na piętnaście lat przed wojną zwiedzili gruntownie wszystkie więzienia i obozy północnej Azji? Że początek mego wychowania - to była szkoła sowiecka? Czy że na dobry ład nie miałem nigdy życia rodzinnego, bo albo Ojciec siedział pod Murmańskiem, albo Matka była na Syberii, albo ja byłem w internacie [...] czy w obozie? [...] Że zostałem aresztowany... i że widziałem śmierć miliona ludzi, dosłownie, a nie metaforycznie?"
A potem? Nagły i niespodziewany dla wszystkich skok w "nową religię". Skok, co chyba najdziwniejsze i najbardziej dramatyczne, człowieka, który nie jest naiwny, który barwę słowa sowiecki zna jak mało kto. A zatem dlaczego? Czesław Miłosz w Zniewolonym umyśle przypuszcza [podkreślam "przypuszcza"], że "Partia odkryła, że jest w nim rzadki i cenny skarb: prawdziwa nienawiść". Staje się coraz bardzie dumny i butny, wyniosły i zamknięty. Zwalcza, tonem prokuratora, burżujów, spekulantów i "reakcjonistów". Relacjonuje pokazowe procesy, szkoli młodych literatów, w amerykańskich żołnierzach widzi propagatorów mordowania kobiet i dzieci.
Dlaczego popełnił samobójstwo? Poobozowa trauma? Może wyrzuty sumienia, że jest sojusznikiem tych, którzy rozbili mu rodzinę i zniszczyli dzieciństwo. Miał powiedzieć: "Jak nie będę mógł pisać, to nie będę mógł żyć." Zrozumiał, że już dłużej nie może "tak" pisać. "Wersja oficjalna" to rozczarowanie "nową wiarą"... W lipcu 1951 roku jego żona leży w szpitalu, spodziewa się dziecka. On, jak głosi plotka, jest już z inną. Nie umie powiedzieć o tym Marii...? Odkręca gaz...
Dla mnie na zawsze pozostanie pisarzem trudnym, zamkniętym, "ze skazą". Ale zawsze będę też pamiętał jego bohatera Tadka. Obozowego cwaniaka, dostosowanego, zlagrowanego. Człowieka stamtąd. Borowskiemu, chyba jak nikomu innemu, udało się wejść w psychikę więźnia, który nie łudzi się, nie ma nadziei, dla którego obóz jest już jego światem, który myśli już jego kategoriami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz