Kapitan Andrzej Rangułt pudłuje.
Stojący naprzeciw niego, i będący celem chybionego strzału, porucznik Semen Hoszowski
podnosi broń, wie, że trafi, mierzy i... pojedynek zostaje nagle przerwany. To
jedna z pierwszych scen Warunku
Eustachego Rylskiego. Smakowite, prawda? Tym bardziej smakowite, że kilka
godzin wcześniej, Rangułt ocalił Hoszowskiego ściganego przez rozjuszonych
Kozaków. Dlaczego teraz ma zginąć z jego ręki? Co się stanie po niepożądanym
antrakcie? Trzeba przyznać, że Rylski wie, jak i za które sznurki pociągać, by
zjednać sobie czytelnika.
A z pozoru sprawa wydaje się
nieoczywista. Bo, przyznajmy otwarcie, kto dziś chce czytać powieści o kampanii
napoleońskiej, o szwoleżerach, o pojedynkach dzielnych kapitanów i poruczników.
Kto w ogóle takie książki pisze? Współcześnie polska powieści historyczna sięga w najlepszym
razie do czasów II wojny światowej, a najpoczytniejsze są chyba historie o wstrętnych
ubekach, dzielnych żołnierzach wyklętych, antykomunistycznej konspirze itp.
Rylskiemu się jednak udało. Może dlatego, że nie epatował wielką historią [akcja
Warunku dzieje się niejako na zapleczu wielkiej historii, to tejże nieznaczny
przypis]. Niby kampania napoleońska, hejże na Moskali, dał nam przykład
Bonaparte, a tu Wielka Polska Sprawa gdzieś w tle, na marginesie. Gwoli sprawiedliwości dodać
trzeba, że wielkiej historii może i w Warunku nie ma, ale Rylski błyszczy taką
wiedzą o epoce, że szapoba.
Skoro nie o Polsce to o czym? Jakby
to archaicznie nie zabrzmiało, trzeba powiedzieć otwarcie: o honorze, o
męskości, o odwadze. Nie o odwadze pojmowanej jako ułańska fantazja, ale o
odwadze cywilnej, o poczuciu, że czasem trzeba wbrew, na przekór, po swojemu.
Tym, co nakręca tę książkę, są
dwaj bohaterowie: "pierwszy kawalerzysta
Rzeczypospolitej" Andrzej Rangułt i, syn biednego popa, gburowaty, Semen
Hoszowski. Tacy inni, a tacy podobni. Łączy ich wszystko i nic. Raz nastają na
swoje życie, by zaraz je sobie nawzajem ratować. Darujcie, pretensjonalizm, ale
muszę to napisać. Dla mnie jest to książka
o tym, że przyjaźń między mężczyznami zawsze podszyta jest rywalizacją, a w męskiej
rywalizacji zawsze jest coś z przyjaźni. U Rylskiego ta przyjaźń jest do bólu
szorstka, a rywalizacja do bólu bezwzględna. A jednak zawsze w ostatecznym
rozrachunku liczy się honor.
Czytając Warunek miałem wrażenie
[wizja, przyznaję, mocno uproszczona], że to sienkiewiczowski scenariusz który
wpadł w conradowskie łapy. Jedyne co można zarzucić Warunkowi, to niewielki
rozmiar. Czyta się tę książkę w iście ułańskim tempie, a chciałby człek jeszcze
głębiej zatonąć w mrocznych odmętach szwoleżerskiej
duszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz