wtorek, 28 stycznia 2014

Warunek, czyli o honorowych szwoleżerach

          Kapitan Andrzej Rangułt pudłuje. Stojący naprzeciw niego, i będący celem chybionego strzału, porucznik Semen Hoszowski podnosi broń, wie, że trafi, mierzy i... pojedynek zostaje nagle przerwany. To jedna z pierwszych scen Warunku Eustachego Rylskiego. Smakowite, prawda? Tym bardziej smakowite, że kilka godzin wcześniej, Rangułt ocalił Hoszowskiego ściganego przez rozjuszonych Kozaków. Dlaczego teraz ma zginąć z jego ręki? Co się stanie po niepożądanym antrakcie? Trzeba przyznać, że Rylski wie, jak i za które sznurki pociągać, by zjednać sobie czytelnika.
          A z pozoru sprawa wydaje się nieoczywista. Bo, przyznajmy otwarcie, kto dziś chce czytać powieści o kampanii napoleońskiej, o szwoleżerach, o pojedynkach dzielnych kapitanów i poruczników. Kto w ogóle takie książki pisze? Współcześnie polska powieści historyczna sięga w najlepszym razie do czasów II wojny światowej, a najpoczytniejsze są chyba historie o wstrętnych ubekach, dzielnych żołnierzach wyklętych, antykomunistycznej konspirze itp. Rylskiemu się jednak udało. Może dlatego, że nie epatował wielką historią [akcja Warunku dzieje się niejako na zapleczu wielkiej historii, to tejże nieznaczny przypis]. Niby kampania napoleońska, hejże na Moskali, dał nam przykład Bonaparte, a tu Wielka Polska Sprawa gdzieś w tle, na marginesie. Gwoli sprawiedliwości dodać trzeba, że wielkiej historii może i w Warunku nie ma, ale Rylski błyszczy taką wiedzą o epoce, że szapoba.
          Skoro nie o Polsce to o czym? Jakby to archaicznie nie zabrzmiało, trzeba powiedzieć otwarcie: o honorze, o męskości, o odwadze. Nie o odwadze pojmowanej jako ułańska fantazja, ale o odwadze cywilnej, o poczuciu, że czasem trzeba wbrew, na przekór, po swojemu.
          Tym, co nakręca tę książkę, są dwaj bohaterowie:  "pierwszy kawalerzysta Rzeczypospolitej" Andrzej Rangułt i, syn biednego popa, gburowaty, Semen Hoszowski. Tacy inni, a tacy podobni. Łączy ich wszystko i nic. Raz nastają na swoje życie, by zaraz je sobie nawzajem ratować. Darujcie, pretensjonalizm, ale muszę to napisać.  Dla mnie jest to książka o tym, że przyjaźń między mężczyznami zawsze podszyta jest rywalizacją, a w męskiej rywalizacji zawsze jest coś z przyjaźni. U Rylskiego ta przyjaźń jest do bólu szorstka, a rywalizacja do bólu bezwzględna. A jednak zawsze w ostatecznym rozrachunku liczy się honor.
          Czytając Warunek miałem wrażenie [wizja, przyznaję, mocno uproszczona], że to sienkiewiczowski scenariusz który wpadł w conradowskie łapy. Jedyne co można zarzucić Warunkowi, to niewielki rozmiar. Czyta się tę książkę w iście ułańskim tempie, a chciałby człek jeszcze głębiej zatonąć w mrocznych odmętach  szwoleżerskiej duszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz