wtorek, 31 grudnia 2013

O wyższości ku#wy Pilchowej nad ku#wą pospolitą

          Zabrać się w Boże Narodzenie do czytania Dziennika Jerzego Pilcha, to znaczy być pod wpływem demonów w sensie ścisłym, że posłużę się tu ulubioną frazą autora. Bo jakże inaczej tłumaczyć fakt, że Boże Dziecię nawiedza ziemski padół, a już na drugiej stronie Pilchowego diariusza czytam, iż z wiarą w P.B. [tak pieszczotliwie nazywa wszechmogącego] nie szczególnie mu po drodze. Albo taka perełka:

Ileż człowiek sił traci,  by przetrwać takie - dajmy na to - Boże Narodzenie? [...] Kryzys wiary kryzysem wiary, ale powszechny bajzel religijny, powszechny na przykład ryk kolęd w trakcie adwentu, a nawet przed nim wkurwia mnie tak samo, a może nawet bardziej.

          Z miejsca obrażonym i zdegustowanym śpieszę wyjaśnić, że w Dziennikach bluźnierstw i wulgaryzmów naprawdę jak na lekarstwo. Bo Pilch, owszem, rzuci czasem ku#wą, ale to zawsze jest ku#wa potrzebna i celowa, to, chce się rzec, ku#wa wręcz niezbędna. To nie jest ku#wa uliczna czy przystankowa, kurwa sąsiedzka czy szkolna, którą masz ochotę wcisnąć nadawcy w gardło i z lubością patrzeć jak twarz mu tężeje, jak usta sinieją. Ku#wa Pilchowa to esencja, to argument sam sobie, taki, który jest pytaniem i odpowiedzią jednocześnie. 

          Przechodząc do sedna i nie owijając w bawełnę trzeba powiedzieć, że Dziennik Jerzego Pilcha to jest lektura ożywcza, jak haust zimnego piwa w lipcowy upał. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że autor Pod Mocnym Aniołem nie napina się, nie wpycha na żadne piedestały, nie kreuje, a nawet jak kreuje, to jest to kreacja "w dół", raczej od geniusza do przeciętniaka niż w odwrotną stronę. Nie sama postać autora jest tu zresztą - paradoksalnie, bo to przecież dziennik - najważniejsza. Najważniejszy jest dowód na to, jak mądrze, spokojnie, ale ironicznie, można podejść do rzeczywistości, do świata, do ludzi, do samego siebie. Czytasz Pilcha i w najmniejszym stopniu nie czujesz się pouczany, indoktrynowany, do czegokolwiek namawiany. Bo wrażenie masz takie, że ten facet nie czuje się monopolistą na rynku obrotu prawdą czy zasadami moralnymi itp. Ot, zaprasza cię po prostu na parę głębszych i trochę wynurzeń ci sprzedaje, ale sprawdzianu ze zdobytej wiedzy Ci nie robi, nie egzaminuje ze wszczepionej prawomyślności. 

          W kilku wpisach przypomina Pilch m.in. spór między Redaktorem AM i Poetą JMR [ci, co powinni, wiedzą, o kogo chodzi]. Oczywiście ma w tym pojedynku swego faworyta i wcale się z tym nie kryje, ale broń Boże adwersarza od czci i wiary nie odsądza, jeśli już, to jego bezmózgich potakiwaczy. Dlaczego o tym mówię. Bo wyobrażam sobie jak wyglądałyby dzienniki panów AM i JMR. Choć to istoty z rożnych galaktykach, to znając choć pobieżnie ich publicystykę, można być pewnym, że memuary Redaktora i Poety byłby nie do strawienia. Pierwszy pitloliłby o "hańbie", "niegodnych czynach" i "ciemnogrodzie" drugi o "krwi", "zdrajcach" i "wrogach". I jedno i drugie niestrawne. A Pilch właśnie, ani jedno, ani drugie. On by prędzej skonał, niż podawał kogoś do sądu za oskarżenie o antypolonizm, a do prześladowanego Mandelsztama nie porównałby się nawet, gdyby Cracovia miała zostać mistrzem Polski. W czym? Kto pyta, niech się lepiej przymknie i bierze do czytania.

         A o czym Pilch pisze? Oczywiście o piłce nożnej, ze znawstwem i miłością, ale bez pogardy dla futbolowych ignorantów, co najwyżej z pobłażliwą ironią [vide: Marian Stala]. Pisze Pilch o głęboko zakorzenionym i chłodno, ale solennie przeżywanym  luteranizmie. Pisze oczywiście dobitnie i mocno, ale bez fanatyzmu czy dewocji. Ciepło wspomina rodzinną Wisłę, ojca, mówi o matce i innych członkach rodziny, ale daleko mu do łzawego sentymentalizmu. Wspomina lata studiów, młodości, pracy w "Studencie" i, jak na niego przystało, nigdy  nie są to wspomnienia kombatanta-hedonisty, birbanta-emeryta, który "kogo to nie poznał" i "z kim to nie chlał". Pełno w Dzienniku Pilchowych mistrzów literackich, niekoniecznie naśladowanych, ale zawsze dogłębnie czytanych i, jak sam przyznaje, zazwyczaj zapominanych [mój, Boże, jak to dobrze, że inni też mają ten problem]: Schulz, Płatonow, Tołstoj, Mann, Iwaszkiewicz i paru innych. Nigdy nie jest to, znów potęga Pilchowego dystansu, wykład ex cathedra, ale zawsze spokojny, osobisty wywód, dowód podziwu, szacunku, poczucia własnej małości wobec talentu potentata. 

          No i jest Pilch mistrzem aforyzmu. Może sam sobie z tego sprawy nie zdaje, albo nawet kimś takim być w ogóle nie chce, ale kilku perełek darować sobie nie mogę:

Co to jest młodość? To jest stan, w którym człowiek jest pewien, że rozumie Wittgensteina.

Czytelnik jest od zachwytu - nie musi, a może nawet nie powinien wszystkiego wiedzieć.

Nie wystarczy na dzieło patrzeć wyłącznie pod kątem tego, co w nim jest. Równie ważne, a nieraz ważniejsze są rzeczy, których tam nie ma, najbardziej zaś nęcące i przez to najważniejsze są te, których nigdy tam ani nie maiło być anie nie było.

Nie domagamy się cudu uzdrowienia, starczyłoby nam - Panie Boże - gdybyśmy nie chorowali.

          A tych, których interesuje: dlaczego Jerzy Pilch zakłada dwa rożne buty, gdzie wędruje jego kalendarz, dlaczego w dzieciństwie kopał piłkę do bramki bronionej przez Jezusa i wielu innych ciekawych rzeczy, zapraszam do lektury. 

          Dla zatrwożonych o zbawienie duszy zawziętego lutra dodam, że wreszcie w miłosierne ramiona Pana powrócił i wiarę w niego odzyskał.  


2 komentarze:

  1. Przybywam z pomocą na problem przedstawiony w pytaniu na zaczarowanych szablonach.

    Wejdź w kod swojego bloga i wyszukaj frazę "body {" (oczywiście bez cudzysłowu). Są trzy wyniki wyszukiwania w Twoim kodzie, nas interesuje pierwszy.
    Tło Twojego bloga to "http://themes.googleusercontent.com/image?id=1dzt4XDcKk7c7eTsgzklBn1a-C8LmciApaoOvZTCzNplEeNNFbRPBT38RPwUQ6u2rqrkQ". Jak widać, gdy kartka się kończy to pojawia się ta przeszkadzająca szarość. Żeby tego uniknąć, można zmniejszyć ilość wyświetlanych postów, ale to oszukiwanie samego siebie, zrobimy to inaczej.

    Jako że nie korzystasz i tak z tego lewo rogu, w którym widoczne są dziurki kartki, to można byłoby obraz zedytować w programie graficznym i wyciąć tę szarość (przynajmniej u dołu i z góry, a potem zmienić następujący element kodu:
    "background: #1f1919 url(//themes.googleusercontent.com/image?id=1dzt4XDcKk7c7eTsgzklBn1a-C8LmciApaoOvZTCzNplEeNNFbRPBT38RPwUQ6u2rqrkQ) no-repeat scroll top center"
    w miejsce adresu poprzedniego obrazu wstawić zalinkowany edytowany obraz, a następne "no-repeat" zamienić na "repeat-y"

    Można też zrobić to bez zabawy z edytowaniem obrazu, ale wtedy, obraz będzie wciąż w tym samym miejscu.

    w tym celu zmieniamy tekst po nawiasie czyli "no-repeat scroll top center" na "no-repeat fixed center center"

    To powinno zadziałać. Wybierz bardziej odpowiadającą Ci opcję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję pięknie. Właśnie o to mi chodziło.

    OdpowiedzUsuń