poniedziałek, 17 lutego 2014

Za stary na takie czary


Nie będę się rozpisywał, bo i za bardzo nie ma o czym pisać. Rzecz przemaglowana już po tysiąckroć. Moje wrażenia? Sprawne, w pewnym stopniu nawet "wciągające". Ale nie potrafię wyzbyć się w sobie dorosłości i nie powiedzieć, że jednak posklejane z kawałków, które tu i ówdzie już się widziało. A to biedna sierota tyranizowana przez zastępczą rodzinę, a to magiczna szkoła, a to znowu rywalizacja młodych o prymat w tej czy innej dziedzinie. Drażnią oczywiście skróty i rozwiązania deus ex machina. Czepialstwo nie ma tu jednak racji bytu, bo nie na takich jak ja gagatków "targetowane" było to dzieło. Ten, kto był "projektowanym czytelnikiem" oczekiwał: magii, tajemnicy, dziecięcej przyjaźni, zwycięstwa dobra nad złem i wszystko to dostał. Wiem jednak, że po następne części raczej nie sięgnę. Akademia Pana Kleksa, Alicja w Krainie Czarów, Niziurski, Makuszyński, Nienacki to są moje, że się tak wyrażę, typy. A na owocną znajomość z Harrym chyba się po prostu za wcześnie urodziłem. Zastanawia mnie tylko, czemu się na tę książkę tak zawziął Terlikowski...    

J.K. Rowling, Harry Potter i kamień filozoficzny, wyd. Media Rodzina, Poznań 1997.   

2 komentarze:

  1. Jakiś czas temu kupiłam i niezmiernie cieszę się z tego powodu, że posiadam :) Będę próbowała zgromadzić całą serię - zanim pani Rowling zmieni dzieje Harrego (czym straszy w sieci) niestety... co za okropny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  2. Swoją drogą to dziwne. Najpierw twierdzić, że się definitywnie kończy, a potem szantażować, że może jeszcze kiedyś. Nie lepiej nic nie mówić i trzymać czytelników w napięciu?

    OdpowiedzUsuń