Żeby była jasność.
Napisałem tydzień temu, że książek, z
tych czy innych względów "przywróconych do życia", raczej nie czytam
od razu i czekam aż się uleżą. A tymczasem, szczyt hipokryzji, ruszyłem - jak
ślepa owca - za tabunami, które na okoliczność filmu
Smarzowskiego [Do ciężkiej
cholery, czy to on wpadł na pomysł, żeby mianować się "Wojtkiem"?! ] w, pozłocone splendorem Nagrody Nike, dzieło
Jerzego Pilcha się zagłębiły. Tu musi
pojawić się klika zasadniczych faktów:
- Primo: To nie moja pierwsza lektura "Mocnego Anioła",
a jedynie odświeżenie starej znajomości.
- Secundo: Do ponownej lektury zabieram sie nie od premiery
filmu, ale co najmniej od roku, a zdopingowała mnie szczególnie niedawna
lektura Pilchowego Dziennika.
- Tertio: Nawet najzajadlejszym radykałom zdarza się wziąć
urlop od swoich ortodoksji.
A co do samej książki...
Zaprawdę wielką przysługę wyrządził szatan [Boga raczej o to
nie posądzam] pisarzom, wymyślając alkoholizm. Jakaż bowiem inna choroba jest równocześnie
tak degenerująca i uwznioślająca. Jaka dolegliwość upadla i poniża, a zarazem
potrafi dodać skrzydeł i wznieść na wyżyny fantazji.
Od pierwszych zdań książki jest jasne, że mamy do czynienia
z dziełem człowieka, który temat wlewania w siebie przemysłowych ilości rozmaitych
trunków (z brzoskwiniówką i żołądkową gorzką na czele) wie wszystko, który rzecz zna od podszewki. Ale jeszcze mocnej czujemy, że obcujemy z Literaturą przez
duże "L". Ma się wrażenie, że autor panuje nad każdym słowem i każdą
frazą, że może i jego bohaterowi, życie wymyka się z rąk, ale on - jako
rzemieślnik słowa - na swoim fachu nie tyle, że się zna, ale że jest w nim po
prostu mistrzem.
Mamy tu do czynienia (pozwolę sobie na frazę ukochaną przez
Prezesa Kaczyńskiego) z sytuacją nadzwyczaj ciekawą. Bohaterem jest pisarz
"Juruś", którego życiem rządzą trzy demony. "Byłem we władaniu języka, byłem we
władaniu kobiet, byłem we władaniu alkoholu." Z alkoholem w ogóle sobie nie
radzi, z kobietami - co najwyżej przeciętnie, ale za to z językiem... Jurek w czasie
szpitalnego odwyku odrabia za swych towarzyszy deliryków pracę domową i spisuje
ich pijackie konfesje. W snuciu tych opowieści jest niezrównany. Jest to
zresztą bolesny, ale jakże znaczący paradoks. Bo Pilch chyba chce powiedzieć,
że pisarz może stawić czoła każdemu wyzwaniu, człowiek już niekoniecznie. W dziedzinie
słowa - muszę się tu trochę nadąć - może wiele, w życiu gó#no. I powtórzę, pod
względem języka [przemyślanego, precyzyjnego, porywającego], pod względem
konstrukcji [nielinearnej, dygresyjnej, dykteryjno-anegdotycznej] jest to
dzieło niezrównane.
Ale teraz do tej butelki słodkiej brzoskwiniówki muszę wlać
łyżkę denaturatu. Jerzy Pilch w "Pod Mocnym Aniołem" okiełznał
alkoholizm jako temat literacki. Niestety nie zmierzył się z alkoholizmem jako
problemem - szukam odpowiedniego słowa -
życiowym, egzystencjalnym, fizycznym, fizjologicznym... Nie dotknął pijackiego
brudu i smrodu. Jego bohater żyje niemal cały czas w pijackim uniesieniu, w
delirycznej ekstazie, a praktycznie nie widzimy go w stanie, który żadnej innej
chorobie nie towarzyszy, a nawet jeśli, to nie jest z nią tak immanentnie zrośnięty,
w egzystencjalnym gnoju, w emocjonalnym ścieku. Pilch panuje nad każda frazą,
ale o bohaterze nie mówi wszystkiego, czegoś nie dostrzega, albo dostrzegać nie chce. Jest za daleko, by
poczuć smród, usłyszeć bełkot, zobaczyć rozkład. Nie brak w "Mocnym
Aniele" biblijnych parafraz, kulturowych aluzji i cytatów, ale próżno szukać
- jakże przecież dla autodestrukcyjnego chlania [podkreślam
"chlania", a nie "picia"]
- bełkotu, bezsensu. Warto zwrócić uwagę, że nawet bohaterowie Pilcha są
tropami kulturowymi, a nie "żywymi ludźmi" - Don Juan Ziobro, Król
Cukru, Przodownik Pracy Socjalistycznej czy Kolumb Odkrywca. Tutaj nawet jak
ktoś denaturat pije, to tak wymyślnie, alchemicznie wręcz przyrządzony, że
najlepsza whisky się chowa.
Można by rzec, iż Pilch wydobył z pijaństwa potwora
wielkiego, majestatycznego, potwora na miarę biblijnej apokalipsy, którego
okiełznał i ujarzmił, by urbi et orbi ogłosić zwycięstwo. Niestety, drugiej
bestii, mrocznej, cuchnącej, oślizłej na pojedynek nie wyzwał.
P.S. Ale tej przyjemności odmówić sobie nie potrafię:
"W końcu bez przesady z pijakami, pijący stanowią margines, przeważająca część ludzkości nie pije. Choć w gruncie rzeczy nie bardzo wiadomo dlaczego."
Jerzy Pilch, Pod
Mocnym Aniołem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001 .